Śledząc następcę Stefana KarwowskiegoŚledząc następcę Stefana Karwowskiego. "Reportaż powiedział nam coś o kondycji dzisiejszych Polaków"

Swój Teatr Telewizji o tytule „Być jak czterdziestolatek” Damian Kocur nazwał „reportażem o współczesności”. Mnie ten reportaż wydał się mało porywający. Niemniej powiedział nam coś o kondycji dzisiejszych Polaków– właśnie w zderzeniu z dawnym serialem Jerzego Gruzy.
Spektakl telewizyjny Damiana Kocura zaczyna się od nawiązań do sławnego serialu. Bohater remontuje mieszkanie, każe więc ukraińskiemu fachurce wykuwać łuki. Owe łuki w mieszkaniu inż. Stefana Karwowskiego, budowniczego Polski Ludowej, były symbolem jego awansu na dyrektora zjednoczenia. Potem pojawia się piosenka otwierająca każdy odcinek (leci z radia w taksówce), a nawet migawki z serialu. Stefan ze spektaklu Kocura jest filmowym montażystą.
Z postscriptum po przedstawieniu nie udało się dowiedzieć, czy serial, przebój lat 70. ubiegłego stulecia, był dla reżysera – zarazem współautora scenariusza (z Martą Bacewicz) – w jakiś sposób ważny. Ma wszak dopiero 45 lat. Chłodno reagował na wzmianki o nim, ale na rozmowę o własnym dziele także. Damian Kocur to autor dwóch filmów uznanych za ważne: „Chleb i sól” oraz „Pod wulkanem”. Telewizyjnym teatrem zajmował się po raz pierwszy.
