Scholz, czyli kulawa kaczka. Nadchodzi nowa era
Scholz, czyli kulawa kaczka. Szykuje się kolejna rewolucja

Niemcy w przededniu wyborów, które zadecydują o przyszłości „wiodącego średniego mocarstwa".
To już koniec rządu w Niemczech i samozwańczej „postępowej koalicji”. Dotychczasowi sojusznicy zaczęli się obrzucać politycznym błotem, bo przyspieszone wybory tuż za rogiem, a kampania już ruszyła. Socjaldemokraci nie muszą się jednak martwić o przyszłość. Bo rysuje się przed nimi już wielka koalicja z ich udziałem pod wodzą CDU.
Gdy Olaf Scholz wygłaszał swoją (prawdopodobnie) ostatnią deklarację rządową w Bundestagu, momentami towarzyszył mu gromki śmiech. Choćby wtedy, gdy stwierdził, że „dobrze, iż Niemcy potrafią gospodarować pieniędzmi”. Lub gdy się chwalił „dobrymi relacjami” z prezydentem elektem USA Donaldem Tumpem. To m.in. z powodu pieniędzy, czyli wydatków budżetowych, rozpadła się koalicja SPD, Zielonych i FDP. A raczej została rozwiązana przez samego kanclerza.
