Rządy bez nadziei. "Redukcja Polski do roli landu"
Rządy bez nadziei. Złodziejskie mafie, dziura budżetowa i dramat szpitali

Wiele grup społecznych i zawodowych przeczuwa, jak trudno będzie godnie przeżyć te rządy. 15 października wielu ludzi głosowało w jakimś otumanieniu, wbrew własnym interesom.
Zszokowały mnie słowa, które w jednym z wywiadów wypowiedział ostatnio szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jan Grabiec. Brzmiało to mniej więcej tak: „Wyborcy wynajęli nas do brudnej roboty”. Mówi to potężny polityk, trzymający sznurki wielu spraw. Przez brudną robotę minister rozumie „rozliczenia” z poprzednikami, czyli mówiąc po ludzku – zemstę. Fakty są bowiem nieprzyjemne dla rządzących: po roku od wyborów, po ośmiu miesiącach od rzucenia połowy chyba aparatu państwowego na szukanie haków na poprzedników, nie znaleziono niczego. Nie tylko 100 mld zł, o których jako rzekomo ukradzionych i straconych mówił Donald Tusk, ale nawet 1 mld, nawet 1 mln, które ktoś by ukradł. Większość rzekomych pisowskich afer, którymi tak się podniecają ludzie koalicji 13 grudnia, polega na próbie kryminalizacji normalnej działalności publicznej, państwowej, społecznej i gospodarczej.
Cała Polska zobaczyła ten kontrast między propagandą a prawdą, gdy zza krat wyszli ks. Michał Olszewski i dwie urzędniczki. Oto rzekomo „zorganizowana grupa przestępcza” okazała się składać z pełnego wiary i pokory kapłana oraz dwóch normalnych, skromnych kobiet, brutalnie wyrwanych z codziennego życia przez potężną maszynę państwa użytą w imię polityki. Nawet jeśli prokurator miał do nich jakieś pytania, coś trzeba było wyjaśnić, nie było żadnego uzasadnienia, by trzymać ich wiele miesięcy w celach, na dodatek jako rzekomo szczególnie niebezpiecznych więźniów, z cyklicznym zapalaniem światła w nocy włącznie. Dziesiątki osób, które nie są tak znane albo z obawy przed stygmatyzacją nie nagłaśniają dotykających ich represji, przeżywa podobne sytuacje. Jedyną przewiną jest najczęściej aktywność społeczna lub polityczna za rządów PiS.
