Relacja z Donbasu. Wyrywanie z rąk śmierciRelacja z Donbasu. Wyrywanie z rąk śmierci. "Ich ekipa jest rotacyjna – jedni przyjeżdżają na miesiąc, inni na dłużej"

Wszyscy wiedzą, że kilka kilometrów dalej krwawi kolejny chłopak z ukraińskiej armii, a oni leżą w okopie i czekają aż Rosjanie przestaną strzelać.
Tamtego wieczoru rannych ledwo wywieziono z frontowego ostrzału, a pod koniec kursu z karetki wylewała się kałuża krwi. Powrót do bazy noclegowej przypominał kondukt żałobny, wszyscy byli przytłoczeni, zdenerwowani, zamyśleni. Oto jeden wieczór z frontowego życia wolontariuszy z Pierwszego Ochotniczego Mobilnego Szpitala w Donbasie.
A popołudnie było tak obiecujące. W cieniu, pod murem zrobiono nawet dyskretnego grilla, by wreszcie zjeść coś innego niż kaszę z mięsną konserwą. Lekarze, ratownicy i ich wojskowa obstawa jedli obsmażane steki, żartowali ze swoich podróży na Zachód, śmiali się ze swoich obserwacji w stolicach Francji, Niemiec czy Polski. Aż Wołodymyrowi zaskrzeczała krótkofalówka.
