Prowokacja rzecznika. Szkody nie do naprawienia
Prowokacja rzecznika. Nie do naprawienia są szkody, które nastąpiły w opinii publicznej

Prowokacje mają to do siebie, że dzięki nim głos odzyskują ci właśnie, którzy milcząc, najlepiej przysłużyliby się własnemu krajowi.
Demony przysnęły, ale bynajmniej nie zostały przepędzone. A polsko-ukraińskie braterstwo, choć tym razem nieudawane, jest jeszcze nazbyt świeże, by nie dawało się łatwo zniszczyć.
Skrywana przez kilka pokoleń, ale dlatego właśnie tym głębsza polska pamięć o strasznych zbrodniach popełnionych niegdyś przez ukraińskich nacjonalistów żyje w sercach milionów Polaków. I łudziłby się doprawdy ktoś, kto by mniemał, iż ulotniła się z dnia na dzień wraz z rosyjską napaścią na Ukrainę. Tu, gdzie mieszkam od kilku lat – na podbieszczadzkiej wsi – nie spotkałem dotąd człowieka, który nie żyłby ową pamięcią, i to bez względu na wiek. Nie zniknęło także kształtowane przez trzy stulecia ukraińskie poczucie krzywdy i upokorzenia przez Polskę, dla którego pożywką stały się w XX w. zdrada wobec żołnierzy Petlury, wojskowe pacyfikacje ukraińskich wsi za sanacji czy w końcu powojenne masowe przesiedlenia. Owo zadawnione poczucie krzywdy zostało na razie tylko przykryte świeżą wdzięcznością z powodu naszego „prometejskiego” podejścia do toczonej przez Ukrainę wojny.
