Prawica wobec wyboru. Oddawanie suwerenności źle się skończy
Prawica wobec wyboru. "Oddawanie kolejnych porcji polskiej suwerenności za fundusze źle się skończy"

Jeśli czasowe ustępstwo PiS w kwestii sądownictwa pozwoli mu wygrać wybory, do reformy wymiaru sprawiedliwości można i będzie należało wrócić oraz przeprowadzić ją ponownie.
Debata nad tym, czy zgodzić się na warunki Brukseli (i Berlina) i w zamian za fundusze na KPO podporządkować polski wymiar sprawiedliwości unijnym dyrektywom, ma charakter fundamentalny. To również kluczowe pytanie dotyczące polityki i tego, ile zasad można poświęcić w imię skuteczności, jak zawsze motywowanej znaczącymi, choć odleglejszymi racjami.
Wybór, którego dokonali premier i kierownictwo PiS, ma poważne uzasadnienia. Co z tego – pytają rządzący – że w obronie pryncypiów nie ulegniemy żądaniom KE, kiedy brak pieniędzy z KPO zachwieje finansami państwa, głównie na skutek reakcji światowych rynków i stanie się przyczyną przyszłorocznej porażki wyborczej? Nowa władza i tak odkręci pisowską reformę sądownictwa, podporządkuje Polskę dyrektywom Brukseli (i Berlina) oraz przekształci nas w rodzaj niemieckiej kolonii. Niezłomność prawicy skończy się jej klęską i dużo bardziej opłakanymi, a na dodatek trwałymi konsekwencjami. Można bowiem zasadnie się obawiać, że siły establishmentu III RP wspierane przez swoich europejskich mocodawców będą w stanie zablokować możliwość odzyskania władzy przez prawicę i zredukować demokrację do nieznaczącego pozoru. Stanie się tak zwłaszcza, jeśli Polska zgodzi się na centralistyczną reformę UE, czyli przyjęcie systemu większościowego głosowania, co „starym” jej członkom: Niemcom, Francji i Beneluksowi, da już formalną władzę na kontynencie. Totalna opozycja, która stanowi klientelę europejskiego establishmentu, żarliwie optuje za tym rozwiązaniem.
