Powrót przymusowych przesiedleń
Powrót przymusowych przesiedleń. "Przemyt ludzi i handel nimi, prostytucja, oszustwa na masową skalę"

Mimo fatalnych doświadczeń Niemcy chcą „importować” do 400 tys. pracowników rocznie – docelowo 6,5 mln.
Choć plan Komisji Europejskiej dotyczący relokacji 160 tys. imigrantów wedle określonych kontyngentów na poszczególne kraje Unii w 2017 r. zakończył się fiaskiem, Bruksela znów wraca do tego pomysłu.
My tu sobie gadu-gadu, a walizka sama po peronie skacze. Jaka jest etymologia tego powiedzenia – nie wiadomo. Być może powstało w czasie międzywojnia w Wielkopolsce. Wiadomo, co oznacza: zajęci jakimiś sprawami nie dostrzegamy, że obok dzieje się coś istotnego. Kwestie nadzwyczaj ważne przesłaniają Europie te bardzo ważne. Zaabsorbowani wojną na Ukrainie i kryzysem energetycznym nie zauważamy, że z Azji i Afryki płyną nieprzerwane fale nielegalnych imigrantów. Trwa wędrówka ludów, która zmienić może Europę na zawsze, bo w tym żywiole zatopią się nasza cywilizacja i tożsamość. Jeśli nic się nie zmieni, stanie się tak jak w swojej książce „Uległość” wieszczy francuski pisarz Michel Houellebecq. Upadek swojej ojczyzny przewiduje 65 proc. Francuzów. W ciągu 20 lat kraj, jaki znają, zniknie, przestanie być Francją.
