Polityka w stylu pop. "Walka dobra ze złem"
Polityka w stylu pop. "Tusk zrozumiał coś, czego nie rozumieją inni – że przeciętny wyborca jest po prostu głupi"

Polska z dynamicznego tygrysa Europy w tak krótkim czasie została zdegradowana do roli europejskiego dziada. Liczył się jedynie jego głos, dlatego trzeba było go przekonać do właściwych decyzji przy urnie. Bo przecież nie chodzi o realizację interesów państwa czy wszystkich obywateli, lecz o utrzymanie władzy i zaspokajanie potrzeb wąskiej klienteli obecnego rządu.
Żyjemy w absurdalnych czasach, gdy aktorzy politykują, a politycy zabawiają się w aktorów. Wielu z nich próbuje kreować swój wizerunek jako fajnych gości. Niekoniecznie mądrych, wybitnych, pochłoniętych ważnymi sprawami państwowymi, ale właśnie fajnych.
Każda zmiana władzy ma swoje symboliczne obrazki. W Polsce była to nieszczęsna kolejka do punktu wyborczego na wrocławskim Jagodnie, a na Węgrzech tańczący minister zdrowia. Zsolt Hegedűs dwukrotnie pląsał przed wiwatującą publicznością – najpierw po wyborach wygranych przez opozycję i po raz kolejny po zaprzysiężeniu rządu Pétera Magyara.
