Plany obrony Polski. Na wschodniej flance
Plany obrony Polski. Niedługo staniemy przed kwestią przywrócenia powszechnego obowiązku obrony ojczyzny

Rosjanie byliby w stanie w krótkim czasie rzucić do walki ok. 300 tys. żołnierzy, w tym trzy czwarte, a nawet cztery piąte w siłach lądowych.
Ujawnienie planów obronnych Polski z 2011 r. wywołało w części opinii publicznej szok i niedowierzanie. Przede wszystkim dlatego, że obywatele Rzeczypospolitej czarno na białym mogli zobaczyć, iż linia obrony naszej ojczyzny w wymiarze strategicznym miała przebiegać na Wiśle i Wieprzu, a 40 proc. obszaru Polski byłoby terenem, na którym jedynie mieliśmy opóźniać marsz Rosjan.
Mimo że dokumenty te przyjmowano już po rosyjskiej agresji przeciw Gruzji i po wojowniczym wystąpieniu Putina w czasie konferencji w Monachium w 2007 r., kiedy powiedział on, że „rozpad ZSRR był największą geopolityczną tragedią XX w.”, nadal fundamentem naszego planowania obronnego było przekonanie, że Rosja nie stanowi zagrożenia. Co więcej, że w ramach resetu należy realizować politykę zbliżenia z nią. W efekcie likwidowano jednostki wojskowe i zmniejszano stany osobowe, a Ministerstwo Obrony za czasów koalicji PO-PSL co roku nie wykorzystywało i tak zbyt szczupłych środków, którymi dysponowało na modernizację sprzętową naszych sił zbrojnych.
