Pasztet z szerszenia. Nowy wspaniały świat
Pasztet z szerszenia. Czy ludziom na pewno żyje się lepiej dziś, w nowym, wspaniałym świecie?

Oczywiście planeta nie może pozostać zupełnie bez ludzi, bo kto by ją wtedy bronił przed globalnym ociepleniem?
Warszawa, Federacja Polska Unii Europejskiej, Dzień Człowieka Karpia, imieniny Barany, Idiota i Szmatosława, wigilia nadejścia zimy, roku bezpańskiego 2029.
Przepraszam, mój elektroniczny pamiętniczku, że dawno nie pisałem, ale dobrze wiesz, iż ślad węglowy laptopa jest większy niż w przypadku rozmowy sześciu osób w zatłoczonym tramwaju, więc nie mogę wyjmować go zbyt często. Z tym śladem to jest w ogóle ciekawa historia, że tyle trzeba się nalatać, by przekonać innych, jak bardzo latanie jest szkodliwe. U mnie po staremu, tzn. po nowemu. Schudłem kolejne sześć kilo, bo na tych chrabąszczach człowiek raczej nie przybierze, a po pasikonikach mam zgagę. Wczoraj znowu od czwartej w kolejce po gacie. A i to w towarzystwie zawistnych spojrzeń, że człowiek ma w ogóle po co stać. Kolegi szwagier stryja żony jego siostry ciotecznej akurat robi w gaciach (dosłownie i w przenośni, bo ryzyko wpadki jest ogromne) i on te kartki załatwił. Śmiesznie, bo sam akurat gaci nie używa, woli – mówi – mieć dwie czapki, ponieważ gubi. Przypomniało mi się, że muszę w styczniu rękawiczkę dokupić, żeby się urząd nie przypieprzył. Jak masz jedną skarpetkę albo rękawiczkę, od razu jest pukanie i węszenie, komu kartkę na drugą opchnąłeś i za ile. Uciekać nie ma po co, bo zanim taksówka przyjedzie, to musi się podładować, a kontrolerzy jeżdżą benzyniakami.
