Państwo z papieru na wojnie. "Ludzie odpowiadający za system śpią"Państwo z papieru na wojnie. "Problemem jest rząd, bo działamy zgodnie z zasadą, że im wyżej, tym gorzej"

Kiedy w całej Polsce testowano systemy alarmowe, w tym uruchamianie syren, najgorzej wypadły gminy nadgraniczne. W powiecie chełmskim w 8 z 15 gmin nie było ani jednej syreny zdolnej ostrzec przed atakiem z powietrza, a w powiecie lubelskim ze 120 syren zdołano uruchomić 30. A jak Polacy reagują na alarmy? Czy wiemy, gdzie się schronić?
We wrześniu na Lubelszczyźnie czterokrotnie ogłaszano alarmy powietrzne. Największy miał miejsce 17 września, kiedy w całym województwie wyło 630 syren, ostrzegając mieszkańców przed zbliżającym się niebezpieczeństwem w postaci rosyjskiego drona lecącego w stronę Polski. Rozbił się 4 km od naszej granicy, co pośrednio ujawniło, że władze nie mają sprawnego systemu odpowiednio wczesnego namierzania tego rodzaju środków napadu powietrznego, wyznaczania trajektorii ich lotu i określania przybliżonego miejsca uderzenia. Gdyby było inaczej, to po co stawiano by na nogi całe województwo, a nie jedynie zagrożony powiat?
Można powiedzieć, że to i tak lepiej niż wtedy, kiedy 30 lipca w Tarnawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim uderzyła rosyjska rakieta. Wówczas odpowiednich komunikatów ostrzegawczych – mimo że głowica rakiety Kh-101 jest wielokrotnie większa niż w przypadku dronów – nie nadała telewizja publiczna. TVP jest do tego formalnie zobowiązana, a w niedawno dystrybuowanej przez MSWiA broszurze (otrzymali ją wszyscy Polacy, kosztowała podatników 58 mln zł) na s. 35 jest wyraźnie stwierdzone, że w sytuacji zagrożenia oficjalne informacje pojawią się w publicznym radiu i telewizji. Nie pojawiły się. Tomasz Sygut, prezes TVP, od trzech lat będącej w likwidacji, lepiej realizuje się w wyrzucaniu z pracy dziennikarzy, których poglądy nie podobają się władzom niż w wywiązywaniu się z ustawowych obowiązków.
Komunikat z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotarł do telewizji, ale już po 2 minutach został odwołany, bo rakieta uderzyła i nadawca nie zdążył. Może gdyby pocisk leciał wolniej, w dzień albo „poczekał”, aż media publiczne podejmą działania, byłoby łatwiej, ale się nie udało.
