Państwo z papieru na wojnie. "Ludzie odpowiadający za system śpią"Państwo z papieru na wojnie. "Problemem jest rząd, bo działamy zgodnie z zasadą, że im wyżej, tym gorzej"

pexels-pixabay-161756.webp
FacebookTwitter
Artykuł premium
Dołącz

Kiedy w całej Polsce testowano systemy alarmowe, w tym uruchamianie syren, najgorzej wypadły gminy nadgraniczne. W powiecie chełmskim w 8 z 15 gmin nie było ani jednej syreny zdolnej ostrzec przed atakiem z powietrza, a w powiecie lubelskim ze 120 syren zdołano uruchomić 30. A jak Polacy reagują na alarmy? Czy wiemy, gdzie się schronić?

We wrześniu na Lubelszczyźnie czterokrotnie ogłaszano alarmy powietrzne. Największy miał miejsce 17 września, kiedy w całym województwie wyło 630 syren, ostrzegając mieszkańców przed zbliżającym się niebezpieczeństwem w postaci rosyjskiego drona lecącego w stronę Polski. Rozbił się 4 km od naszej granicy, co pośrednio ujawniło, że władze nie mają sprawnego systemu odpowiednio wczesnego namierzania tego rodzaju środków napadu powietrznego, wyznaczania trajektorii ich lotu i określania przybliżonego miejsca uderzenia. Gdyby było inaczej, to po co stawiano by na nogi całe województwo, a nie jedynie zagrożony powiat?

Można powiedzieć, że to i tak lepiej niż wtedy, kiedy 30 lipca w Tarnawie-Kolonii w powiecie biłgorajskim uderzyła rosyjska rakieta. Wówczas odpowiednich komunikatów ostrzegawczych – mimo że głowica rakiety Kh-101 jest wielokrotnie większa niż w przypadku dronów – nie nadała telewizja publiczna. TVP jest do tego formalnie zobowiązana, a w niedawno dystrybuowanej przez MSWiA broszurze (otrzymali ją wszyscy Polacy, kosztowała podatników 58 mln zł) na s. 35 jest wyraźnie stwierdzone, że w sytuacji zagrożenia oficjalne informacje pojawią się w publicznym radiu i telewizji. Nie pojawiły się. Tomasz Sygut, prezes TVP, od trzech lat będącej w likwidacji, lepiej realizuje się w wyrzucaniu z pracy dziennikarzy, których poglądy nie podobają się władzom niż w wywiązywaniu się z ustawowych obowiązków.

Komunikat z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa dotarł do telewizji, ale już po 2 minutach został odwołany, bo rakieta uderzyła i nadawca nie zdążył. Może gdyby pocisk leciał wolniej, w dzień albo „poczekał”, aż media publiczne podejmą działania, byłoby łatwiej, ale się nie udało.

Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 42/2026
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.