Panie premierze, teraz przemów! Seans nienawiści mistrza projekcjiPanie premierze, teraz przemów! Skłamał, groził a na koniec dorzucił insynuacje o wyborcach PiS . Tak wyglądał seans nienawiści mistrza projekcji

Minęły już trzy lata i większość z nas pewnie zdążyła zapomnieć o tych emocjach. A wzmożenie w kampanii wyborczej było wielkie. Byliśmy w trakcie pełnoskalowej agresji Rosji na naszego sąsiada, ale ówczesna opozycja się tym nie przejmowała i „jechała” z przeciwnikami bez skrupułów, rozkręcając do maksimum złe emocje. Dlaczego o tym wspominam?
Wybaczcie, że o sobie, ale tak się szczęśliwie wydarzyło, że 7 października br. wygrałem kilkuletnią sądową batalię z Ewą Wrzosek. Delegowana do Ministerstwa Sprawiedliwości prokurator przeczytała mój wpis o „mafiosach, handlarzach narkotyków i terrorystach, którzy kreują się na ofiary operacyjnych działań państwa polskiego” i uznała, że to o niej. Dalej był kilkuletni rollercoaster, a po drodze jej wygrana w pierwszej instancji. Z kuriozalnym uzasadnieniem sędzi z Iustitii. 10 dni przed wyborami. Wtedy jak w orkiestrze odpalił się Donald Tusk. Jeszcze nie premier, ale już aspirujący, by dojść do władzy, jak się później znowu okazało – dla samej władzy. „Boją się i mają czego się bać” – krzyczał. „Są jeszcze sędziny i sędziowie odważni, niezależni, naprawdę” – nie krył satysfakcji. Oskarżył mnie wtedy publicznie o „szkalowanie, hejt i świństwa”, określając jako „pan Pereira z telewizji rządowej”. Poinformował sympatyków zebranych na spotkaniu w Rzeszowie, że „zostałem skazany” na „miesiące ograniczenia wolności i zadośćuczynienie finansowe”. Po pierwsze, pominął, że apelacja dopiero się wtedy rozpoczęła, a po drugie, skłamał (nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił) o „zadośćuczynieniu finansowym”, bo sąd niczego takiego nie zasądził. Mówił jeszcze o „dobrym prognostyku”, bo „to jest dopiero taki sygnał”, czyli jak zwykle: groził, a na koniec dorzucił insynuacje o wyborcach PiS jako „ofiarach kłamstwa i pogardy, za którymi stoją tacy ludzie jak wskazany pan Pereira”.
