Operowa apokalipsa Tuwima. "Balujemy razem z aktorami"Operowa apokalipsa Tuwima. "W wymiarze językowym to arcydzieło słowotwórstwa. Otwarty fragmentem z biblijnej Apokalipsy św. Jana"

Dostajemy koszmarny sen o świecie staczającym się w przepaść. Otwarty zresztą fragmentem z biblijnej Apokalipsy św. Jana. W ten sposób w jakiejś mierze uczestniczymy w spektaklu. Jeszcze przed rozpoczęciem artyści wdzięczą się do widzów, robią sobie z nimi sweet focie.
Zachwycony operą rockową „Jesus Christ Superstar”, zrealizowaną w Toruniu przez Agnieszkę Płoszajską, podążyłem za jej twórczością. Warszawska Opera Kameralna właśnie wystawiła jej wersję „Balu w operze”. Ten poemat Juliana Tuwima z 1936 r., apokaliptyczny portret zdemoralizowanych elit, jest w całości śpiewany.
W wymiarze językowym to arcydzieło słowotwórstwa - obrazy są tu mięsiste, przerażająco przerysowane, przetkane drastycznościami, czasem wulgaryzmami. Treścią jest atak na ówczesne elity - sanacyjne, a nawet bardziej kapitalistyczne. Dostajemy koszmarny sen o świecie staczającym się w przepaść. Otwarty zresztą fragmentem z biblijnej Apokalipsy św. Jana.
Ekipa zgromadzona przez Płoszajską gra to w tzw. Basenie Artystycznym. Śpiewający aktorzy poruszają się po pomoście między rzędami…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
