OGNIEM NA WPROST. Ruski w szokuOGNIEM NA WPROST. Ruski w szoku. Co na to kremlowska propaganda? Jak zwykle bije wszystkie rekordy niedorzeczności

Ruski ściąga odwody, więc tempo natarcia spadło. Udało mu się przyhamować Ukraińców w Korenewie, ale i tak szpica Tryzubów zbliża się do Lgowa.
Według niektórych ekspertów w natarciu na kierunku kurskim działają cztery pełne brygady Sił Zbrojnych Ukrainy, a sześć zaś pozostaje w odwodzie.
Przeciw nim miały stać dwa moskiewskie pułki i trochę luźnych batalionów (portal DeepState zidentyfikował tylko 71. Gwardyjski Pułk Strzelców Motorowych). Przekładając na język cywila, Ukraina ma na tym odcinku od 30 do 50 tys. ludzi, zaś Ruski dysponuje siłami mniej więcej dwa, trzy razy mniejszymi. Dodając, że po stronie ukraińskiej działają weterani wywiadu wojskowego Kijowa oraz moskiewscy legioniści bijący się po stronie Ukrainy, a po stronie Kremla są prawie same niewyszkolone mobiki (świeżo zmobilizowani) i czeczeńskie „achmaty” od Kadyrowa, przewaga po stronie Tryzubów wydaje się znacznie, znacznie większa. Rosyjskie samoloty nie miały za dużo do gadania, bo Ukraińcy ściągnęli w rejon działań tyle środków obrony przeciwlotniczej, że kacapy albo nie mogły się zbliżyć do sił ukraińskich na odpowiedni dystans, albo musieli latać tak nisko, że mogli używać tylko działek pokładowych, bo rakiety i bomby byłyby bezużyteczne. W dodatku na tym pułapie stanowią idealny cel dla ręcznych wyrzutni pocisków przeciwlotniczych. Kiedy siły ukraińskie podeszły pod Sudżę, a właściwie oskrzydliły ją, Rosjanie w panice pod osłoną nocy porzucili miasto. Najpierw wojsko, a potem mieszkańcy, których błyskawicznie ewakuowano. Sytuację barwnie opisuje jeden z moskiewskich wojskowych blogerów:
