OGNIEM NA WPROST. Drapaty – po prostu kozakOGNIEM NA WPROST. Drapaty – po prostu kozak. "Łapy Ruska już dawno sięgnęły Kenii, a teraz zaciskają się na Botswańczykach"

Łapy Ruska już dawno sięgnęły Kenii, a teraz zaciskają się na Botswańczykach. Pojawiają się oferty dobrze – jak dla Botswańczyków – płatnej pracy w „krainie mlekiem i miodem płynącej”, którą ktoś kiedyś nazwał Erefią (od RF – Rosyjska Federacja). Każdy, kto ma choć trochę pojęcia o życiu wśród troglodytów zamieszkujących moskiewską prowincję (głubinkę), wie, że Murzyn z Afryki nie znajdzie tam żadnej uczciwej, a już tym bardziej dobrze płatnej roboty. Kraj, w którym wybuchają bójki w kolejkach po benzynę, po prostu nie jest w stanie dać pracy biedakom z Afryki. Ale jest wyjątek: tłuczka na froncie z Ukrainą. I właśnie tam trafiają zwabieni podstępem Murzyni po krótkim przeszkoleniu. Padają jak muchy. Według organizacji InPact do tej pory już 316 czarnoskórych trafiło na łono Abrahama. Resort stosunków międzynarodowych Botswany ciągle otrzymuje rozpaczliwe telefony od Botswańczyków, którzy już znajdują się na linii frontu, opisujące niebezpieczne warunki, w jakich się znaleźli, jednocześnie występując z apelem do obywateli, aby przed przyjęciem ofert zatrudnienia dokładnie sprawdzali ich wiarygodność. Tonący Murzyna się chwyci.
