O Washingtonie niemal po raz pierwszyO Washingtonie niemal po raz pierwszy. "Film pokazuje przykłady pogardy okazywanej przez Brytyjczyków"

Film „Młody Waszyngton” można oglądać w kinach od 31 lipca. Zaskakuje jako próba pokazania pierwszego prezydenta USA bez nadkrytycznej lub prześmiewczej maniery, jaką dziś niesie ideologia woke. Zarazem jest to zaskakująco ciekawie opowiedziana, wierna faktom historia postaci, która pozostała mało znana, choć jest uznawana za twórcę tego państwa.
Poza miniserialem telewizyjnym z 1984 r. nikt nie nakręcił fabuły o wodzu wojny o amerykańską niepodległość.
Podręcznikowy bohater Washington tonął w mrokach epoki, która zainspirowała kilka filmów o amerykańskim powstaniu, ale przecież nie o nim. Zarazem dziś generał stał się celem ataków historycznych rewizjonistów. Miał w Wirginii niewolników. To wystarczy, by zamachnąć się na jego pomniki.
Tematem nieprzypadkowo zajęła się chrześcijańska firma producencka i dystrybutorowska Angel Studios, która opiera się ideologii woke. Film nakręcił Jon Erwin, reżyser mający na koncie obrazy o tematyce religijnej. Tu jednak o religii nie ma słowa, bo Washington nigdy się nią nie interesował. W filmie ludzie na własny rachunek zmagają się z przeciwnościami, chcąc ujarzmić dzikie ziemie na terenie dzisiejszego Ohio. Akcja toczy się 20 lat przed wojną o niepodległość. W 1755 r. Washington penetruje nowe tereny jako mierniczy lorda Fairfaxa. Potem walczy o nie z Francuzami, poniekąd prowokując starcie z nimi.
