Niemieckie wiatraki i pruski rachunek, czyli Energiewende
Niemieckie wiatraki i pruski rachunek, czyli Energiewende po bandzie. Niemcy wyłączyli atom w 2023 r., węgiel do 2038 r.!

Energia to nie kabaret – scenariusz piszą w Berlinie, reżyserują w Warszawie! A Niemcy właśnie potknęli się o własne wiatraki – niech to będzie lekcja, zanim powtórzymy ten numer.
Ach, drodzy czytelnicy, co za gorzka ironia! Niemcy, ci pruscy architekci porządku, którzy zawsze mieli plan na wszystko – od piwa po rakiety – mają gigantycznego kaca po zbyt długiej nocy marzeń o zielonej utopii. Ich najnowszy manifest energetyczny z 10 punktami „ratującymi” Energiewende czyta się jak pamiętnik inżyniera, który budził się z ręką pełną turbin wiatrowych i pustym portfelem.
To nie jest suchy raport, to komedia omyłek – mistrzowie precyzji przyznają, że ich transformacja to nie eliksir nieśmiertelności dla klimatu, lecz bomba z opóźnionym zapłonem dla gospodarki. Koszty rosną, dostawy kuleją, a konkurencyjność? Jak stary trabant na autostradzie – ledwo zipie.
