Nielegalny imigrant w luksusach
Nielegalny imigrant w luksusach. "Problemem są nie tylko wyspy, lecz także szerokie wybrzeże południa Hiszpanii"

Madryt, szantażowany przez kapryśnego sąsiada z południa, płaci swój haracz oddzielnie, ale Maroko nie tylko kiepsko wywiązuje się z umowy, ale właściwie zaludnia Hiszpanię.
Zapewne wielu z państwa spędziło wakacje w luksusowym hotelu w Hiszpanii, drenujących konto z ciężko zarobionych pieniędzy. Pozostaje ufać, że było jednak warto, a fotki i wspomnienia zrekompensowały wydatek. Wyobraźcie sobie jednak, że za nic nie płacicie, jecie, ile chcecie i w dodatku składacie zażalenia na niezbyt ciepłą wodę w basenie. W tym celu wystarczy: pochodzić z Afryki, nielegalnie przybić do brzegu pontonem lub łódką i czekać, aż was ugoszczą w białej pościeli.
Bądźmy szczerzy: nie wszystkim nielegalnym imigrantom udaje się załapać na półroczny pobyt w luksusowym hotelu i leżakowanie nad basenem z widokiem na zatokę. Większość intruzów, przybywających każdego dnia na hiszpańskie plaże, jest zakwaterowana w ośrodkach dla „uchodźców” o standardzie, który mógłby jednak wzbudzić zazdrość niejednego Polaka. Wyjaśnijmy też od razu, aby uniknąć nieporozumień – skoro wedle oficjalnych statystyk 80 proc. osób przybywających do wybrzeży Hiszpanii pochodzi z najbliższego Maroka, to używanie terminu „uchodźcy” zakrawa na żart. Maroko nie jest terenem żadnego konfliktu ani wojny, wręcz przeciwnie. Będąc krajem stowarzyszonym z UE i dzięki odwiecznej braterskiej relacji z USA, wyrasta na lidera w regionie Maghrebu. Mimo to do Hiszpanii pod rządami socjalistycznego premiera Pedro Sáncheza ludzie z Afryki walą drzwiami i oknami, a dokładnie drogą morską, powietrzną i lądową.
