Nie udało się zaszachować prezydenta
Nie udało się zaszachować prezydenta. "Karol Nawrocki okazał się twardszy, niż zakładali autorzy tego scenariusza"

Nawrocki postawił sprawę jasno: państwo ma działać dla obywateli, a nie dla interesów koalicji 13 grudnia. Służby nie są od zabezpieczania politycznych planów Tuska i jego zaplecza, lecz od ochrony bezpieczeństwa Polski.
Plan był prosty: presja, przecieki, gra służbami i medialny ostrzał. Tak, by przyszły prezydent jeszcze przed zaprzysiężeniem został zepchnięty do defensywy, osłabiony, zależny. Nie udało się. Karol Nawrocki okazał się twardszy, niż zakładali autorzy tego scenariusza. I nie chodzi tylko o pamięć – choć prezydent nie zapomniał, jak traktowano go w kampanii, jak próbowano go delegitymizować, jeszcze zanim obywatele oddali głos. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o obronę zasad demokracji.
Bo działania wymierzone w jednego z faworytów wyborów prezydenckich nie były wyłącznie atakiem personalnym. Były uderzeniem w wyborców. Próbą storpedowania ich prawa do uczciwego wyboru. Gdy pojawiają się podejrzenia o angażowanie służb w proces wyborczy, o selektywne „wycieki” do mediów, o możliwe nielegalne finansowanie kampanii kontrkandydata, stawką przestaje być polityczny pojedynek. Staje się nią zaufanie do państwa.
