Felieton
Moje „Osiem i pół”. "Nieco nerwowo odtwarzam taśmę pamięci"
Moje „Osiem i pół”. "Nieco nerwowo odtwarzam taśmę pamięci, choć lekarz zabronił, a żona pilnuje poziomu płynów"

Artykuł premium
DołączW każdym życiorysie są wydarzenia, które można nazwać modnym określeniem: kamienie milowe.
Przepraszam, że dziś nie piszę o palących problemach medialnych. Upały sprawiły, że dopadł mnie nastrój włoskiego klimatu, a z nim szczególny film – „Osiem i pół” Felliniego.
Ach, cóż to było za kino. Ilu filmoznawców rozpisywało się o wyrafinowanych detalach głośnego dzieła. A ja w ogródku, w którym żona wyhodowała kilka toskańskich krzewów, niewielkimi łykami, żeby się nie odwodnić, wprowadzam do organizmu napoje stosowne do sytuacji typu: bianco, rosé, frizzante. Oczywiście nie wszystkie naraz. Podkręcony upałem i płynem przewijam w siwej łepetynie taśmę moich ośmiu i pół dekad na tym bożym świecie.
