Miłość może pokonać nienawiść. "To był ogrom złych emocji"
Miłość może pokonać nienawiść. Zobacz, jak brutalna kampania miała nas podzielić

Kogo nienawidzimy? Za co? To nieważne, nie zastanawiaj się – tłumaczyli nam mniej lub bardziej wprost kapłani obozu lewicowo-liberalnego. Dziś ta nienawiść trochę się wstydzi, trochę czeka na swoją nową falę.
Zło jak strach ma wielkie oczy. W polityce widać to szczególnie wtedy, gdy język nienawiści rozlewający się w przestrzeni medialnej, artystycznej, popkulturalnej i skierowany przeciwko prawicy, Kościołowi katolickiemu oraz wartościom konserwatywnym wydawał się w ostatnich latach tak ciężki, tak wrosły w debatę publiczną, że aż niemożliwy do przezwyciężenia. Wszechobecne wulgaryzmy stały się normą, co było widać nie tylko w słynnych ośmiu gwiazdkach (które kryją przecież obraźliwe i pogardliwe słowo), lecz także na transparentach wykluczających z wypisanym „wypier…ć” czy okrzykach „jesteśmy wkur…ne”. Ogromne złe emocje miały całkowicie zaćmić nam rozum, bo tylko w ten sposób rosła szansa, że w tym decydującym momencie, tj. przy urnie wyborczej, nie podsumowanie faktów, działań, zysków i strat będzie najważniejsze, ale to, kogo nienawidzimy. Za co? To nieważne, nie zastanawiaj się – tłumaczyli nam mniej lub bardziej wprost kapłani obozu lewicowo-liberalnego. Dziś ta nienawiść trochę się wstydzi, trochę czeka na swoją nową falę, ale też nie bardzo jest w stanie ją wywołać, skoro po emocjonalnej hipnozie zła „pacjent” się wybudził i widzi, że nie jest lepiej, ale gorzej. A przecież tyle po stokroć obiecano.
Czy po drugiej stronie jest idealnie, czy obóz dziś będący w opozycji to anioły na ziemi? Na pewno nie. Co by jednak nie mówić, tylko po jednej stronie stoją Roman Giertych, Sok z Buraka i hejterskie spoty, które za pomocą tępej propagandy szczują już nie tylko na prawicowych polityków, lecz także ich wyborców, czyli zwykłych Polaków, których się wręcz dehumanizuje. Czy to jest dobre? Z pewnością, ale co napawa mnie nadzieją – coraz mniej skuteczne. Pamiętają państwo debatę na rynku w Końskich? Tam był spór, tam była dyskusja, ale tam był też dialog i minimalna ludzka sympatia, co zostało zauważone i docenione przez wiele osób o naprawdę rozmaitych poglądach. A kogo tam nie było?
