Matrioszka z ChobielinaMatrioszka z Chobielina. A teraz to już koń, jaki jest, każdy widzi, i przyjaciel Konia też

Obecnie na pewno się nie wybieram, bo mnie Zacharowa tak zareklamowała, że mogą mnie z irańskim dronem pomylić.
Drodzy chobielinianie, zebrałem was we dworze, gdyż sytuacja robi się gorąca jak krymskie słońce i być może wkrótce będę musiał was opuścić.
Płakać nie ma co, gdyż czekają na mnie fundacje i stowarzyszenia, o których się nie śniło europejskim śledczym, ale chciałbym jak każdy dobry pan – czy to we dworze, czy w pałacach – zostawić po sobie wdzięczną pamięć ludu, nawet jeśli ciemnego, a czasem wręcz murzyńskiego. Jak wiecie, stworzyłem tu coś z niczego, z rozsypującego się dworu uczyniłem obiekt westchnień okolicznej ludności, z rudery powstał Chobielin-Dwór. A wraz z nią, jak głosiły od początku tabliczki: strefa zdekomunizowana, której np. w prowadzonym przeze mnie Ministerstwie Spraw Zagranicznych nie udało się stworzyć, gdyż tam komuniści byli.
