Marsz na marsz. Pobite gary
Marsz na marsz. Pobite gary. Skoro odzyskali, to ktoś musiał im ją wcześniej odebrać

"Cześć wszystkim i siema. Jestem Rafał, lubię funky, z zawodu jestem politykiem..."
Donald: Dzień dobry, cześć i czołem, nie pytajcie, skąd się wziąłem. Jestem wesoły Donek, mam domek tak jak Romek, w tym domku wodę, światło, gaz, niestety, cały czas… Witam państwa serdecznie w kolejnym odcinku naszego show „Młody i fajny, bo z naszej ferajny”, w którym prezentujemy najświeższych artystów politycznej sceny kabaretowej w jeszcze świeższych numerach. Zanim przejdę do pierwszego uczestnika, pozwolą państwo, że dokonam pewnego wezwania. A zatem wzywam wszystkich, którym leży nie tylko na sercu i powiewa nie tylko w głowie troska o naszą scenę satyryczną, o jakość groteski i absurdu w tym kraju, wzywam tych, co i tak całe życie najchętniej spędziliby na ulicy, i to nie dlatego, że pod latarnią najciemniej – do marszu. Ale nie takiego bez sensu, żeby łazić dla samego łażenia. My, to znaczy, ja, a ja to przecież także wy, gdyż wy to my, więc my to ja, wzywam w celu obalenia może i demokratycznie, ale niesłusznie wybranej władzy. To będzie marsz „Nie dla kłamstwa!”. Bo nie może być tak, że ktoś mówi, że wieku emerytalnego nie podwyższy, a potem podwyższa. Albo twierdzi, że nie ma pieniędzy na 500+, a potem, że jego ludzie chcieli to wprowadzić. Że nie strzelano do górników, a strzelano. Że walczył z Nord Stream 2, chociaż dziękował jego twórczyni za błogosławieństwo jej rządów. Że pojedzie i załatwi kasę z Brukseli, choć jedzie i błaga, żeby nie dawali. Że granicy trzeba strzec, ale muru budować nie można. Że wolałby się nie urodzić, gdyby miał robić politykę na czyjejś śmierci, a potem szczuje po śmierci zagubionego chłopaka. Że media muszą być wolne, ale gdy rządził, redaktorom naczelnym wyrywano laptopy, zmieniano ich na sugestię rzecznika prasowego, a materiały z pierwszej strony konsultowano z nim pod osłoną nocy i śmietnika, zamykano redakcje, a w innych dawano mu torty na urodziny i śpiewano „Sto lat” na antenie. Tak oczywiście być nie może. Będziemy zatem maszerować w kółko i tak długo, jak trzeba. Będziemy z sarkazmem i ironią spoglądać w oczy niemaszerujących, których – nie ma co się oszukiwać – będzie większość. Dlatego musimy maszerować widocznie. Widocznie, jest nas za mało, by maszerować normalnie. Stąd mój wniosek, żebyśmy szli krokiem dziwnym. Najlepiej, żeby każdy wymyślił sobie coś oryginalnego. Z tego, co wiem, są już pierwsze propozycje, np. Bartek Sienkiewicz chce iść, bo „maszerować” może być tutaj za dużym słowem, w pozycji „na zawianego”. Czyli bardziej na boki niż do przodu i bardziej do tyłu w czasie postoju. Romek Giertych będzie skakać, bo kto nie skacze, ten na parkourze nie ma czego szukać. Mamy też chętnych do zbierania pieniędzy, którymi chcemy wesprzeć nasz ruch satyryczny „J…bać nas”, nazwany tak oczywiście ironicznie. Zabierzcie europejskie flagi, transparenty z dawnych marszów, będziemy wyć, trąbić i krzyczeć „Wyp…alać” przy dzieciach. Kolega Bart Staszewski postawi tablice z zakazem LGBT+ na każdym skrzyżowaniu. No i będzie, oczywiście, Marta L., mówię „L”, bo to nad wyraz, a wiecie, o jaki wyraz mi chodzi, niewinne dziewczę, znowu doczekało się pięciu zarzutów, tym razem za sprawy gospodarcze. A teraz już przed państwem jedna z gwiazd naszego satyrycznego marszu, pochodu niespełnionych ambicji, parady niemocy i frustracji, której celem ma być co? Tak jest – jedna lista. „Bo to rzecz jest oczywista: jedna lista zaj… bista, dwie to wielkie »gie«, listy trzy – koniec gry, listy cztery – oraz kariery” – jak głosi przyśpiewka „Stara śpiewka”, autor oczywiście nieznany. Niech zatem głos zabiorą świeże talenty, a jako pierwszy zaprezentuje się państwu człowiek na tyle młody, że wciąż cieszy się pseudonimem „Dup…rz”. Dobrze wiemy, że gdyby babcia miała wąsy, z Czajki płynęło złoto, a Kopernik była Kidawą, ten dzielny, 50-letni małolat byłby głową państwa z palcem w nosie. Chodź, Rafał, nie wstydź się, ludzie już nie pamiętają. Nawet tego, jak twoi sztabowcy, he, he, oskarżali konkurenta o ułaskawienie pedofila. Powitajcie go brawami, bo może być nieco stremowany przy takim kabaretowym wyjadaczu jak moja skromna osoba. Pamiętacie numer z marynarką Junckera? A ten w czapce peruwiańskiej? On takich rzeczy jeszcze nie potrafi, ale i tak bywa zabawny jak Sterczewski na rowerze. To co nam Rafałku dzisiaj pokażesz?
Rafał: Cześć wszystkim i siema. Jestem Rafał, lubię funky, z zawodu jestem politykiem, i to dosłownie „z zawodu”, bo mnie polityka już tyle razy zawiodła… To jest ciężki kawałek chleba…
