Makijaż, lamparty i wojna. Zmiana klimatu
Makijaż, lamparty i wojna. Wokół pani Baerbock zaczął się zmieniać klimat. Oliwy do ognia dolewa jeszcze chadecka opozycja

Zapewne gdyby nie makijaż, lamparty i wojna, którą przypadkowo zadeklarowała Rosji, pani Baerbock nie wpadłaby w obecny korkociąg politycznych niepowodzeń.
Wszystkie polityczne kłopoty pani Baerbock zaczęły się od pudru, makijażu, kosmetyków i fotografii. A tak naprawdę dopiero wtedy, gdy tabloidy opublikowały dokładne kwoty, które w budżecie niemieckiego MSZ wydatkowano w 2022 r. na tego rodzaju potrzeby szefowej tego resortu.
Aż do tych publikacji europejskie media wyjątkowo zgodnie wyrażały się z aprobatą o prostym stylu i nowoczesnym, nieco męskim szyku nowej szefowej niemieckiej dyplomacji. Podobało się to, że mówi o polityce prostszymi i jaśniejszymi zdaniami, niż zwykli to robić językowo pokrętni ministrowie spraw zagranicznych. Zgodnie z modnymi trendami z zachwytem cytowano jej zapowiedzi prowadzenia „feministycznej dyplomacji”, nawet jeśli nikt nie wiedział, co w istocie miałoby to znaczyć. Ale może najbardziej 42-letnia Annalena Baerbock budowała swój świetny image przez kontrast z krytykowanym, pokrętnym i politykierskim kanclerzem Scholzem, który utracił autorytet, zwłaszcza na skutek swojej chwiejności wobec wojny na wschodzie Europy. Tak czy owak pani minister zyskała sobie także sympatię zwykłych Niemców, więc dość długo była liderką wszystkich niemieckich sondaży popularności. Teraz to się skończyło.
