Liberalny kraj uśmiechniętego zamordyzmu
Liberalny kraj uśmiechniętego zamordyzmu. To ilustruje patologię demokracji à la hollandaise, lecz także w całej Unii

W Holandii za ustęp o najpiękniejszym Holenderce policja zawlokłaby mnie przed sąd.
To, do czego doszło w holenderskim Alkmaar – pobicie po meczu polskich piłkarzy, trenerów, działaczy – jest bez precedensu, jeśli chodzi o zawody sportowe, lecz wcale nie zaskakujące, gdy weźmiemy pod uwagę, gdzie to się stało.
Wiele wskazuje na to, że wieczór 16 grudnia będzie w Warszawie bardzo gorący. Nie chodzi o prognozę lokalnej anomalii pogodowej, a o to, że wtedy odbyć się ma w stolicy Polski rewanż Pucharu Konferencji pomiędzy Legią a holenderskim Alkmaar. Rewanż oznacza nie tylko mecz, lecz także odpowiedź z naszej strony na brutalne potraktowanie przez tamtejszą policję piłkarzy i działaczy stołecznego klubu. Zresztą nie tylko ich. Jeśli wierzyć prezesowi Dariuszowi Mioduskiemu i kibicom, Polacy byli w mieście ścigani, przeganiani, wyrzucani z restauracji, pubów itd., a wszystko dlatego, że pani burmistrz Alkmaar, rasowo czystej krwi Europejka, Anja Schouten, nie życzyła sobie ich obecności w mieście.
