Kot Schrödingera – 20 lat polowania na polską pumęKot Schrödingera – 20 lat polowania na polską pumę oraz miłośnik nor z jeżozwierzem w tle

puma.webp
FacebookTwitter
Artykuł premium
Dołącz

Historia z pumą w… (w miejsce trzech kropek można podstawić dowolne miasto lub wieś w Polsce) jest epicka. Śledzę ją od niemal dwóch dekad. Ma cechy najlepszej legendy miejskiej, pobrzmiewa w niej też kryptozoologiczna sensacja. Puma w Zagórzu, puma w Borkach, puma w Podlesiu. Aż chciałoby się pisać słowo „puma” wielką literą, jak tytuł filmu.

2009 r.: Śląsk. To był pierwszy wielki narodowy hit. Dziki kot miał grasować w okolicach Prudnika, Głubczyc i Kędzierzyna-Koźla. Wojsko i policja przeczesywały zagajniki, mieszkańcy bali się wychodzić po chrust, a w mediach pokazywano rozmazane sylwetki. Choć drapieżnika nigdy oficjalnie nie schwytano, eksperci do dziś uważają, że „coś było na rzeczy” i kot mógł uciec z prywatnej hodowli w Czechach.

Lata 2010–2019: wysyp pum. W tym okresie niemal każda gmina w Polsce zaliczyła „alert pumowy”. W większości przypadków (od Podkarpacia po Pomorze) finał był klapą. Po analizie nagrań okazywało się, że przerażająca puma to w rzeczywistości gruby kot rasy maine coon, zagubiony pies św. Bernarda lub – jak w jednym z doniesień – wyrośnięty, lśniący w słońcu bóbr.

2020 r.: znów Śląsk. Sprawa otarła się o dramat i komedię romantyczną. Puma Nubia, legalnie (początkowo) kupiona przez weterana z Afganistanu, mieszkała z nim na Śląsku. Gdy sąd nakazał odebranie mu zwierzęcia i przekazanie do zoo, właściciel uciekł z nią do lasu. Przez kilka dni szukała ich połowa polskiej policji, a internet zalała fala memów „Murem za Nubią”. Ostatecznie kot trafił do bezpiecznego azylu.

Jednego roku puma zagościła niedaleko mnie. Tak opisałem to zdarzenie w książce „Sekretny dziennik lasu”: „Najbardziej zwariowana historia o dzikich zwierzętach w mieście dotyczy pumy. Nawet w niezwykle racjonalnych kręgach, w czasach tryumfu rozumu i metody naukowej zawieść mogą te wszystkie stworzone przez cywilizację sposoby na okiełznanie szaleństwa. W tym przypadku wystarczyła wzmianka o ”pumie w Piekarach„. I się zaczęło. Na miejsce zdarzenia dotarłem bez problemu. Piekary, wciśnięte między wieś Liszki a Wisłę, nie należą do pierwszej ligi infrastrukturalnej [przynajmniej wtedy, gdy pisałem o tym w ”Sekretnym dzienniku lasu„ – dziś okolica zdążyła się już zmienić]. Pyliste drogi, snujące się pomiędzy rzadko rozrzuconymi zabudowaniami, nie są ani dobrze oznaczone, ani oświetlone, ani nawet, być może z tego powodu, zbyt często nawiedzane przez turystów. Tej nocy podmiejski łąkowo-polny zaścianek oświetlony był słupem światła… z helikoptera.

Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/35
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Tagi

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.