Konflikt węgiersko-ukraiński dopiero się rozkręca
Konflikt węgiersko-ukraiński dopiero się rozkręca. "Zaczęło się jak w filmie kryminalnym. Zapnijmy pasy, będzie się działo"

Wybory na Węgrzech nabierają geostrategicznego wymiaru, szczególnie ważnego dla regionalnej równowagi. Mamy do czynienia z walką na śmierć i życie i nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości się okazało, że Fidesz korzystał ze wsparcia Rosjan, a Tisza – Brukseli i Kijowa
Relacje Budapesztu z Kijowem, tradycyjnie napięte, w ostatnich tygodniach weszły w fazę ostrego kryzysu. Obie stolice oskarżają się o wrogą postawę, a nawet uprawianie polityki mającej wszelkie cechy dywersji interesów sąsiedniego kraju. W tej rozgrywce widać też wyraźnie zewnętrzne inspiracje, co powoduje, że rozsupłanie tego węzła wzajemnych oskarżeń będzie bardzo trudne.
Zaczęło się jak w filmie kryminalnym. Przed tygodniem na jednej ze stacji benzynowych w okolicach Budapesztu węgierskie siły specjalne zaatakowały dwa samochody – jak się później okazało, konwojentów Oszczadbanku, którzy przewozili z Austrii na Ukrainę 40 mln dol. i 35 mln euro w gotówce oraz 9 kg złota. Transportujący pieniądze byli nieuzbrojeni, o czym podobno władze Węgier wiedziały, ale i tak tamtejsi funkcjonariusze mieli broń długą, a nawet, jak informuje „Europejska Prawda”, granatniki. Akcja była spektakularna i taka miała być, bo w całej operacji jest więcej teatru niż podejrzeń o przestępczą aktywność, choć i tej nie można wykluczyć.
