Kokaina w Białym Domu. Kampania prezydencka będzie brudna
Kokaina w Białym Domu. Ponieważ Hunter Biden jest słabym punktem swojego ojca, republikanie w niego uderzają najmocniej

Jedno jest pewne: ta kampania prezydencka będzie brudna, jeszcze brudniejsza niż poprzednia.
W zachodnim skrzydle Białego Domu, bardzo blisko Gabinetu Owalnego, znaleziono kokainę. Republikanie wskazują na syna prezydenta, Huntera Bidena, który był uzależniony od narkotyków i obecnie po raz kolejny ma problemy z prawem.
Lista dzieci oraz innych członków rodzin prezydentów USA, którzy zamiast dumy przysporzyli im kłopotów, jest długa. Taki Billy Carter choćby, który gdy jego starszy brat Jimmy był gospodarzem Białego Domu, usiłował zrobić karierę na własnej marce piwa (Billy Beer), ale zbankrutował. Może dlatego, że zamiast piwa, jak pisze „The Washington Post” wypijał ponad dwa litry wódki i whisky dziennie? Jego pijackie ekscesy były chętnie i często dokumentowane w prasie (raz oddał mocz przed reporterami na lotnisku, czekając na przylot samolotu). Prawdziwym skandalem było jednak nie to, ale fakt, że w latach 70. często podróżował do Libii, miał wziąć pożyczkę w wysokości 2 mln dol. od Muammara Kaddafiego i stał się przedmiotem podejrzeń o handel wpływami. Odbyło się w tej sprawie nawet przesłuchanie w Senacie i powstała specjalna komisja śledcza. Tzw. Billygate zakończyło się deklaracją prezydenta Cartera, że jego brat nie miał i nie będzie mieć wpływu na politykę zagraniczną USA, szczególnie w stosunku do Libii.
