Kainie, gdzie jest twój brat Abel? "Wstrząsające kulisy zbrodni"Kainie, gdzie jest twój brat Abel? Wstrząsające kulisy zbrodni, dramatyczna relacja Mariusza Pilisa. Potwierdzają się najstraszniejsze relacje świadków

abel.webp
FacebookTwitter
Artykuł premium
Dołącz

To biblijne pytanie wołające z krzyża w wołyńskim lesie, którego ziemia kryje pomordowanych Polaków z Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, jest skierowane do sąsiadów ofiar, do Ukraińców. „Co się stało z waszymi braćmi? Co zrobiliście? Jaką ponosicie odpowiedzialność?”. To wezwanie do uznania prawdy o zbrodni i wzięcia za nią odpowiedzialności.

Jest 14 lipca 2026 r. Wołyń. Kilkanaście kilometrów w linii prostej od granicy polsko-ukraińskiej. Stajemy kolumną samochodów na prowizorycznym parkingu, w miejscu, w którym kończy się asfalt i zaczyna bita droga. Środek lasu. Po prawej stronie, na pagórkach, pośrodku lasu jest niewielki cmentarzyk. Groby chaotycznie rozrzucone wśród drzew. Wiele drewnianych krzyży, większość przewiązanych biało czerwonymi wstążkami. Pomniczek z niewiele wyjaśniającym, poprawnym politycznie napisem. Pewnie gdyby napis miał być inny, nigdy by tu nie stał. Nie byłoby zgody. Z lokalną i obwodową administracją toczono walkę o treść, o każde słowo wyryte w kamieniu. Byle tylko nie wskazać sprawców okrutnej rzezi, która miała miejsce w dwóch pobliskich wsiach, dla których ten cmentarzyk był kiedyś cmentarzem parafialnym.

Jeden z członków grupy ekshumacyjnej Instytutu Pamięci Narodowej, z którą tu przyjechałem, zwraca moją uwagę na inne miejsce. Nieco z boku stoi krzyż na postumencie. Właściwie można go przeoczyć, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Pod nim, na kamiennej tabliczce, wyryto biblijny cytat: „Kainie, gdzie jest twój brat Abel?”. W Księdze Rodzaju Bóg zadał je Kainowi. Czy Stwórca nie wiedział, czego dopuścił się Kain? Wiedział i wezwał swym pytaniem bratobójcę do zmierzenia się z odpowiedzialnością za popełnioną zbrodnię.

Tu, w wołyńskim lesie pełnym krzyży, leżą pomordowani przez Ukraińców Polacy z Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. To biblijne pytanie wołające z krzyża jest skierowane do sąsiadów ofiar, do Ukraińców. „Co się stało z waszymi braćmi? Co zrobiliście? Jaką ponosicie odpowiedzialność?”. To wezwanie do uznania prawdy o zbrodni i wzięcia za nią odpowiedzialności. Bóg upomniał się o Abla. Pamięć o rzezi na Wołyniu upomina się o zamordowanych mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, bo ofiary nie są anonimowe.

Co zrobiliście swoim braciom? Gdzie są ci, których zamordowaliście?

To pytania mające wymiar moralny i duchowy. Brzmią tym silniej, im bardziej człowiek zdaje sobie sprawę, dlaczego tutaj przyjechał.

1050 ofiar mordu

W miejscach, w których kiedyś były dwie wsie: Wola Ostrowiecka i Ostrówki, pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej od rana prowadzą prace ekshumacyjne. Po 82 latach od zbrodni. Są archeolodzy, medycy sądowi, logistycy, historycy. Wciąż nieznany jest los ponad 350 osób z ok. 1050 ofiar mordu z 30 sierpnia 1943 r. Pierwsze prace rozpoczęły się w Woli Ostrowieckiej, gdzie kiedyś było gospodarstwo Aleksandra Strażyca. Tutaj w 1943 r. wyprowadzano ludzi za stodołę i mordowanych wrzucano do dołu. Nad miejscem, gdzie ziemia skrywa szczątki niezidentyfikowanej liczby ofiar, stoją już dwa namioty. A na nich napis:

Powracamy po swoich

Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/31
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.