Jedność tak, ale nie bez odpowiedzialności
Jedność tak, ale nie bez odpowiedzialności. "Z 20 rosyjskich dronów, tylko kilka z nich udało się strącić"

Jeśli dziś nie będziemy rozliczać zaniedbań i decyzji, które doprowadziły do tej sytuacji, to jutro znów obudzimy się z tym samym problemem
Narodowa jedność w obliczu rosyjskich prowokacji jest wartością nie do przecenienia. Kiedy w nocy z 9 na 10 września w polską przestrzeń powietrzną wleciało ponad 20 rosyjskich dronów, kiedy kilka z nich udało się strącić, a reszta bezkarnie przeleciała nad naszym terytorium – naturalnym odruchem jest, by mówić jednym głosem. Polacy mają prawo do poczucia bezpieczeństwa, a państwo powinno być ich tarczą. Ale jedność nie może oznaczać amnezji. Bo jeśli dziś nie będziemy rozliczać zaniedbań i decyzji, które doprowadziły do tej sytuacji, to jutro znów obudzimy się z tym samym problemem.
Premier Donald Tusk wygłosił w Sejmie obszerne sprawozdanie, opowiadając o 19 dronach i kilku strąceniach. Jak ujawniła „Rzeczpospolita”, dronów było więcej. I tu pojawia się pytanie: jak to możliwe, że tyle z nich spokojnie naruszyło nasze terytorium? Dlaczego nie było wcześniejszego ostrzeżenia ludności? MSWiA tłumaczy, że to by tylko wystraszyło mieszkańców. Argument osobliwy – skoro celem państwa jest chronić obywateli, to nie lepiej, by wiedzieli, co się dzieje nad ich głowami? W tym kontekście powracają słowa byłej premier Ewy Kopacz, która swego czasu sugerowała, by w razie zagrożenia „zabrać dzieci i zamknąć się w domu”. Czy tego typu mentalność naprawdę ma nam zapewnić bezpieczeństwo w 2025 r.?
