Jeden obraz, wiele smacznych historii
Jeden obraz, wiele smacznych historii. To banketje – martwa natura z wystawnym posiłkiem

Wszystkie zaprezentowane przez Claesza obiekty są luksusowe i świadczą o zamożności ich właściciela.
Kto jeszcze nie ma pomysłu na śniadanie wielkanocne? Może by więc przygotować indyka w cieście? Taką wizję uczty stworzył w 1627 r. Pieter Claesz, urodzony pod Antwerpią malarz holenderskiego złotego wieku. Niderlandzkie martwe natury to świat w świecie, to osobliwe, zawierające olbrzymią dawkę wiedzy dzieła sztuki, których rozkodowywanie jest niezwykle fascynujące. W przypadku „Martwej natury z indykiem w cieście” tropy wiodą do Chin, na Moluki, do Nowego Świata, w przestwór Oceanu Indyjskiego i na nieodległą, wilgotną Zelandię.
Zanim jednak rozpoczniemy opowieść o tym, co jadano, na czym jadano, i o historii tych obiektów, koniecznie należy wspomnieć o sprawie zupełnie podstawowej – o pięknie tego dzieła. Claesz zgodnie z tradycją malarstwa niderlandzkiego, wywodzącą się od Jana van Eycka, do perfekcji opanował odwzorowywanie faktur przedmiotów. Perski dywan w geometryczne figury spoczywający na stole, po prawej stronie, jest wełnisty, widać w nim sploty mechatych nici; błyszczący, srebrny dzban odbija w idealny sposób przestrzeń, której na obrazie nie widać, a która znajduje się z tyłu portretowanego pomieszczenia, w refleksie widać więc oświetlone okna i… samego malarza przy sztalugach. Po mistrzowsku jest namalowane szkło kielicha, przez które przenika słońce, zaprasowana tkanina obrusu, wilgotne oliwki i grudki soli.
