Izrael podzielony reformą wymiaru sprawiedliwości
Izrael podzielony reformą wymiaru sprawiedliwości. Netanjahu twierdzi, że jest ofiarą nagonki o charakterze politycznym

Nie ulega wątpliwości, że starcie między zwolennikami reformy wymiaru sprawiedliwości i obrońcami obecnego stanu już teraz głęboko podzieliło społeczeństwo
Od 10 tygodni Izrael jest wstrząsany masowymi, wielotysięcznymi demonstracjami i starciami z policją, opozycja ogłosiła nawet „narodowy dzień oporu”, argumentując, że są zagrożone demokracja i rządy prawa.
Przeciwnicy premiera Binjamina Netanjahu postanowili zablokować drogę na lotnisko im. Ben Guriona po to, by uniemożliwić jego wizytę państwową w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Inni, ponad tysiąc artystów, intelektualistów i osobistości publicznych, wezwali za pośrednictwem ambasadorów rządy tych krajów, by odwołać wizytę premiera, który zdaniem autorów petycji powinien być bojkotowany, bo proponując reformę systemu powoływania sędziów do Sądu Najwyższego, podważa rządy prawa i jest przykładem destrukcyjnego przywództwa. Frank Walter Steinmeier, prezydent Niemiec, kraju, w którym wszyscy sędziowie są mianowani przez polityków, często z własnego grona, zdążył już wyrazić zaniepokojenie zaproponowanymi przez obecny rząd Izraela reformami wymiaru sprawiedliwości, a liberalni amerykańscy komentatorzy, np. Thomas Friedman z „The New York Times”, już porównują Netanjahu do Putina.
