Granica wolności słowa. "Celem jest poddanie świata Allahowi"Granica wolności słowa. „Wsadzicie sobie brytyjskie flagi w tyłek!”. O licznych zamachach dokonanych w imię Allaha oraz ścinaniu głów

Oksfordzka debata o tym, czy Zachód słusznie podejrzliwie patrzy na islam, wywołała ogromne kontrowersje. Protestujący zablokowali wejście na salę, a dyskutanci broniący islamu określili go jako antidotum na bolączki Zachodu, jak „alkohol, prostytucja, narkotyki i lichwa”
W Oksfordzie, malowniczo położonym w dolinie Tamizy, zwanym „miastem rozmarzonych wież”, pod koniec czerwca br. wydarzył się prawdziwy brytyjski koszmar. W samym centrum miasta zderzyły się dwa obozy protestujących, a policjanci w żółtych kamizelkach desperacko walczyli o utrzymanie kruchego pokoju.
Jedni przybyli przed budynek mieszczący Oxford Union, studenckie stowarzyszenie dyskusyjne, by poprzeć Tommy'ego Robinsona, znanego prawicowego aktywistę, założyciela English Defence League. Drudzy, by próbować zagłuszyć, a nawet uniemożliwić jego wystąpienie.
Tego wieczoru debatowano bowiem, czy „Zachód ma prawo być nieufny wobec islamu?”. To zagadnienie kontrowersyjne i najwyraźniej niewygodne dla lewicowych protestujących, którzy wznosili okrzyki: „Nie dla rasistów!”, „Precz z faszystowskimi szumowinami!” oraz „Wsadzicie sobie brytyjskie flagi w tyłek!”. Propalestyńscy aktywiści szarpali się z dziennikarzami i pluli na tych, którzy kupili bilety na debatę i usiłowali wejść do budynku na końcu St Michael's Street. Robili to na tyle skutecznie, że ostatecznie sala została zapełniona w mniej niż jednej trzeciej. Zdjęcia przedstawiały ponury obraz pustych rzędów drewnianych ławek. Tymczasem uczestnicy debaty, jak były aktor Laurence Fox, lider partii Reclaim, potrzebowali pomocy ochroniarzy, by bezpiecznie na nią dotrzeć. Według „The Daily Telegraph” policyjna oprawa imprezy kosztowała brytyjskich podatników ponad 80 tys. funtów.
Cywilizacyjny dżihad
Nic więc dziwnego, że treść debaty nie odbiła się wówczas zbyt głośnym echem. Dopiero teraz, gdy nagrania z niej zostały opublikowane w sieci, stały się wiralem. A występy debatujących – trzech po każdej stronie – zostały rozebrane na czynniki pierwsze.
