Goździki dla poety. Bez bohaterów nie ma pamięciGoździki dla poety. Jeśli pamięć ma być tylko prywatna, nieheroiczna, niepomnikowa, to czy w ogóle ma szansę przetrwać?

Jeśli pamięć ma być tylko prywatna, nieheroiczna, niepomnikowa, to czy w ogóle ma szansę przetrwać?
Gdy słyszę „sierpień”, oznacza to dla mnie: Warszawa. Miasto, które dla Brodniczanki prawie dziesięć lat temu stało się prawdziwą fascynacją.
Prawie codziennie przechodzę ul. Bagatela. Czasem się spieszę. Tak było tym razem. Wiedziałam, że gdy nie podbiegnę do Pl. Unii Lubelskiej, ucieknie mi tramwaj. Nie zrobiłam tego jednak. Zatrzymało mnie kilka biało-czerwonych goździków. Leżały na chodniku przy kamienicy nr 10. Tu urodził się Krzysztof Kamil Baczyński, poeta i żołnierz. Poległ czwartego dnia powstania warszawskiego. Ktoś zostawił te kwiaty w plastikowej butelce, która się przewróciła. Nie mogłam ich nie podnieść. Jest 3 sierpnia, w butelce została odrobina wody – może dokładnie tyle, ile potrzebują kwiaty, by przetrwać do 4 sierpnia.
Między szumem liści a świergotem ptaków
O Warszawie można opowiadać na wiele sposobów. Miasto, które podniosło się z gruzów. Miasto ludzi dzielnych, a także zbyt wielu ofiar i zbyt wielu ran. Miasto zdradzone przez sojuszników. Miasto chaotyczne i pozbawione prawdziwego centrum. Miasto nowoczesne i ambitne. Choć od lat źle zarządzane, to kochane przez tak wielu.
