Gdy Bruksela szaleje, czas na prawicową polską zgodęGdy Bruksela szaleje, czas na prawicową polską zgodę. "Bezpieczeństwo energetyczne Europy zostaje postawione na szali dla ideologicznych celów"

Różnice odłóżmy na czas po obronie domu. Najpierw trzeba ocalić polską energetykę, polski przemysł i polskie portfele. Potem spokojnie porozmawiamy o reszcie.
Wyobraźmy sobie gospodarza, który zamiast doglądać pola i chronić dom przed burzą, spiera się z sąsiadem o to, czy płot ma być malowany na zielono, czy na niebiesko. Tymczasem z nieba leci grad, a wiatr już zrywa dachówki. Tak mniej więcej wygląda dziś nasza sytuacja wobec tego, co wyprawia Bruksela.
Bo to właśnie w unijnych gabinetach i salach obrad powstają oraz są głosowane regulacje, które dla polskiej gospodarki i zwykłego obywatela brzmią jak scenariusz z koszmaru. Weźmy rozporządzenie metanowe. Od 2027 r. importerzy gazu, ropy i węgla mają raportować emisje metanu w całym łańcuchu dostaw, a kary za niedopełnienie obowiązków mogą sięgać nawet 20 proc. rocznego obrotu. Niedawno Komisja zaleciła zawieszenie tych sankcji na trzy lata – pod wpływem nacisków grupy państw, w tym Polski. To jednak tylko odroczenie. Same przepisy pozostają. A zagrożenie jest poważne: producenci z Bliskiego Wschodu, Kataru i USA otwarcie mówili o możliwości przekierowania dostaw LNG i ropy na inne rynki, jeśli Europa narzuci im nierealne wymogi. W sytuacji, gdy i tak zmagamy się z napięciami na Bliskim Wschodzie oraz ograniczeniami w cieśninie Ormuz, takie przepisy grożą dalszym uszczupleniem i tak już napiętych dostaw surowców do UE. Bezpieczeństwo energetyczne Europy, a więc również Polski, zostaje postawione na szali dla ideologicznych celów.
