Eutanazja dobra na COVID-19. Lekarze przerywają życie
Eutanazja dobra na COVID-19. "Zamiast walczyć o życie pacjentów, lekarze coraz częściej je przerywają"

Wspomniana ustawa gwarantuje szybkie wykonanie usługi: lekarz może uśmiercić pacjenta już po czterech dniach od skierowania do niego prośby.
Kiedy pięć lat temu 37-letnia Jacinda Ardern zostawała premierem Nowej Zelandii, niewielu obywateli przypuszczało, jak bardzo zmieni ona oblicze ich kraju. Przewodnicząca Partii Pracy, deklarująca się jako feministka, doprowadziła do wielu zmian zgodnych z nakazami poprawności politycznej, m.in. zrównała prawnie pary homoseksualne ze związkami małżeńskimi, rozszerzyła znacznie zakres obowiązywania prawa aborcyjnego, a także zalegalizowała eutanazję i wspomagane samobójstwo.
W przypadku tej ostatniej ustawy użyto sformułowania „wspomagane umieranie”, co sugeruje, że dotyczy ona osób umierających. Konkretny zapis prawny mówi, że można przyspieszyć zgon tylko osobom, których życie zakończy się „prawdopodobnie” w ciągu sześciu miesięcy. W rzeczywistości jednak niemożliwe jest dokładne przewidzenie śmierci pacjenta, o czym wielu lekarzy przekonało się w trakcie własnej praktyki zawodowej.
