El Tigre wygrywa. Komentatorzy mówią o „prawicowej fali”
El Tigre wygrywa. "Jego przeciwnicy, nie mogąc pogodzić się z porażką, domagają się ponownego przeliczenia głosów"

Komentatorzy mówią o „prawicowej fali”, która zmienia polityczne oblicze kontynentu.
Abelardo de la Espriella „El Tigre”, polityk uchodzący za skrajnie prawicowego, wygrał wybory prezydenckie w Kolumbii, zdobywając w drugiej turze 49,6 proc. głosów (ponad 12 mln). Jego przeciwnicy, nie mogąc pogodzić się z porażką, domagają się ponownego przeliczenia głosów. „El Tigre” wygrał ze swoim rywalem, lewicowym senatorem Ivánem Cepedą, różnicą jedynie 247 tys. głosów, co w przypadku ponad 50-milionowego kraju, jakim jest Kolumbia, nie daje mocnego mandatu i zapowiada okres ostrej walki politycznej.
Ten 47-letni prawnik, znany z ekstrawaganckiego stylu życia, w tym obnoszenia się ze swoim bogactwem, jest kolejnym przywódcą latynoskiej prawicy, który zwycięża w wyborach. Espriella to zdecydowany liberał, który nie kryje fascynacji polityką prezydenta Argentyny Javiera Mileia. Komentatorzy mówią nawet o „prawicowej fali”, która zmienia polityczne oblicze kontynentu. „El Tigre” zasłużył na swoją reputację zwolennika twardych rządów i populisty, odwołując się do zdecydowanej walki z przestępczością na wzór Salwadoru. Deklarował też rozprawienie się z kartelami narkotykowymi, których aktywność tolerował znany ze swojej antyamerykańskości poprzedni prezydent Kolumbii Gustavo Petro.
