Easy Rider. „Pożegnanie z Wolnością”Easy Rider. "Przecież Telewizja Polska w stanie permanentnej likwidacji nie wytnie mnie z transmisji na żywo! Nie doceniłem przeciwnika"

Od dziecka uwielbiałem westerny, w których zawsze zwyciężało dobro, a zło ponosiło zasłużoną karę. Bezkresne prerie Dzikiego Zachodu kojarzyły mi się ze swobodą przemieszczania się, której w PRL tak nam brakowało.
Zasłyszana w latach 70. XX w. ballada Boba Dylana („Knockin' on Heaven's Door” z filmu „Pat Garrett i Billy Kid”) zdecydowała o wyborze mojej muzycznej drogi. Kiedy w 1982 r. ogłoszono I Piknik Country (jeszcze nie w Mrągowie, a w Jeleniej Górze i Karpaczu), znalazłem się wśród pionierów polskiego country, przecierających szlaki amerykańskiej muzyce wolności. Zamiast coverów Johnny'ego Casha i Dolly Parton śpiewaliśmy nasze studenckie przeboje: rajdową piosenkę „Hej, przyjaciele”, ponadczasową, wciąż aktualną „Balladę o Jeremiaszu” czy dumny manifest „Ja jestem ze wsi”. Amfiteatr szalał przy polkach „Wypij do dna” i „Nocy poślubnej Mietka W.”, radosnym marszem zmierzał prosto „W siną dal”. Festiwal w Mrągowie miał lata lepsze i gorsze, zawsze jednak łączył pokolenia. Do dziś pozostał imprezą bezpieczną, familijną, promującą normalność i religię („Why me, Lord”, „Amazing Grace”).
