Dwie panie ministrzynie. Rasistowskie resentymenty
Dwie panie ministrzynie. Scholz zapowiedział, że co najmniej na razie nie planuje rekonstrukcji rządu

W końcu to on odpowiada za brak realizacji tzw. Zeitenwende (zmiany epokowej) w niemieckiej polityce oraz zbyt powolne dostawy broni na Ukrainę.
Kanclerz Niemiec Olaf Scholz nie ma szczęścia do kobiet – twierdzą media za Odrą.
Chodzi oczywiście o szefową MSW Nancy Faeser (z prawej) i minister obrony Christine Lambrecht (z lewej). Obie to partyjne towarzyszki kanclerza, które zdaniem krytyków nie radzą sobie ze swoimi obowiązkami. Lambrecht ma złą prasę, a chadecka opozycja domaga się jej dymisji. Szefowa MON nie zna się na obronności i unika spotkań z wojskowymi. Zasłynęła za to m.in. tym, że zabrała syna helikopterem Bundeswehry na urlop na wyspie Sylt, a od spotkania ze swoim brytyjskim odpowiednikiem wolała wizytę u fryzjera. Tymczasem Bundeswehrze wciąż brakuje broni i amunicji. Wisienką na torcie było jej orędzie noworoczne, wygłoszone na tle stalinowskich budynków w okolicach Alexanderplatz w Berlinie oraz głośnych fajerwerków, podczas którego stwierdziła, że wojna na Ukrainie była dla niej „okazją do poznania wielu ciekawych ludzi”. Scholz nagrania opublikowanego na Instagramie nie chciał komentować, za to zrobił to szef CDU Friedrich Merz, twierdząc, że każda kolejna godzina sprawowania urzędu przez panią Lambrecht osłabia autorytet kanclerza.
