Dlaczego było tak źle? Analiza klęski Biało-Czerwonych
Dlaczego było tak źle? Analiza klęski Biało-Czerwonych w stolicy Francji. Ofiary polowania Koalicji 13 grudnia

Polski podatnik łoży olbrzymie pieniądze – i dobrze! – na sport wyczynowy. Ba, w okresie rządów PiS znacząco zwiększyły się środki nie tylko na wyczyn, lecz także na sport młodzieżowy, szkolny i małe kluby, które łowią przyszłych medalistów igrzysk czy mistrzostw świata/Europy. Należy się więc zastanowić, dlaczego jest to system tak bardzo nieefektywny w porównaniu z krajami, które mają mniejsze budżety na sport, ale większe sukcesy.
Pół roku po letnich igrzyskach olimpijskich w Paryżu można zdobyć się na chłodniejszą analizę naszej klęski. Chłodniejszą, a nie chłodną, bo polscy kibice wciąż są pełni emocji. Klęski, bo gorszy medalowo wynik mieliśmy… 68 lat wcześniej! Z kolei pod względem klasyfikacji medalowej znalezienie się przez nas w piątej dziesiątce jest najgorszym wynikiem w stuleciu polskich startów na IO.
Analiza klęski Biało-Czerwonych w stolicy Francji po igrzyskach nie była możliwa z powodu… polityki. Rząd zaczął dojeżdżać Polski Komitet Olimpijski i prezesa PKOl, bo nowe władze zostały wybrane za rządów PiS. Wówczas prezydent RP bezpośrednio zaangażował się w zmianę szefa polskiego ruchu olimpijskiego, co było zdarzeniem bez precedensu. Fatalne wyniki w Paryżu posłużyły zatem rządowi jako bejsbol do obicia i wyrzucenia władz PKOl. Jednocześnie prezes komitetu, zamiast publicznie zastanowić się nad przyczynami sromotnej porażki polskiego sportu, wolał oczywiście uciekać do przodu i pokazywać, że jest ofiarą polowania z nagonką (bo jest) oraz że władzy nie chodzi o brak sukcesów Biało-Czerwonych, tylko żeby… „osiem gwiazdek”. No i „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Oczywiście analizy występu Polaków w setną rocznicę pierwszego startu na igrzyskach – znowu zresztą w Paryżu! – jak nie było, tak nie ma.
