Czy Bruksela chce nas oszukać?Czy Bruksela chce nas oszukać? Europejskim rządom nie zależy dziś na „finansowym zagłodzeniu” polskiej gospodarki

Stawką zatwierdzenia KPO jest rzecz dzisiaj o znaczeniu egzystencjalnym: zamówienia dla słabnącego przemysłu...
W gruncie rzeczy nikt nie wie, o jaki pretekst może się nagle rozbić pierwsza albo któraś z kolejnych unijnych transz finansowych dla Polski. A w związku z tym – jakie jest faktyczne minimum zmian w wymiarze sprawiedliwości, które usatysfakcjonuje brukselskich komisarzy za kilka miesięcy albo latem przyszłego roku, gdy w Polsce pełną parą będzie się już toczyć kampania wyborcza.
Po blisko trzech latach okazuje się, że jednak miała sens brawurowa polska akcja podjęta naonczas w Brukseli, której efektem stało się utrącenie kandydatury holenderskiego socjalisty i oddanie Komisji Europejskiej we władanie niemieckiej chadeczce, a zarazem przyjaciółce pani Merkel. Od tamtego czasu komisja pod przewodnictwem von der Leyen tyle razy uderzała w interesy państwa polskiego, że można było zwątpić w to, czy polski walny udział w utrąceniu Timmermansa i oddaniu szefostwa komisji Niemcom miał jakiś głębszy polityczny sens. Dość przypomnieć choćby egzekucję na Polsce kar za utrzymywanie w ruchu turoszowskiej elektrowni nawet po tym, gdy zostało zawarte w tej materii polsko-czeskie porozumienie. Tym razem jednak spektakularny rozłam w komisji między Niemką i Holendrem (który w efekcie tamtej akcji został „tylko” pierwszym wiceszefem komisji) dotyczy kwestii fundamentalnej dla polskich interesów, czyli akceptacji polskiego Krajowego Planu Odbudowy.
