Cztery błędy Tuska. Przed Polską trudne miesiące
Cztery błędy Tuska. "Premier znów zapowiedział dalsze represje, zemstę i pielęgnowanie podziałów"

Żadnej nominacji – naprawdę żadnej – nie można uznać za wzmocnienie. Sądząc po minach zebranych, premier mało kogo przekonał. Premier widzi swoją jedyną szansę w wojnie polsko-polskiej. Rozliczenia zamiast dobrego rządzenia. Ta drużyna (o ile to wciąż jest drużyna) nie podejmie – bo z powodu braku kompetencji podjąć nie może – konkurencji z opozycją na pomysły, koncepcje rozwojowe w sferze troski o naród i państwo. Półtora roku sprawowania władzy ekipa Tuska chwali się wyłącznie osiągnięciami PiS. Dni premiera Tuska są policzone
Premier Donald Tusk przedstawił swoją drużynę „komandosów”, swoich konkwistadorów, swoich „kolarzy z Tour de France”, jak sam to ujął w nieznośnie napuszonym przemówieniu. Zapewniał, że jeszcze można wygrać, że nic się nie skończyło, nie rozstrzygnęło, że trzeba wstać po upadku i jechać dalej. Całość wyglądała niczym spotkanie grupy terapeutycznej, która próbuje się pozbierać po traumie 1 czerwca. Sądząc po minach zebranych, premier mało kogo przekonał.
Dzień później prezydent Andrzej Duda wręczył nominację. Mówił koncyliacyjnie, nawet przyjaźnie, kierując słowa zachęty do troski o dobro wspólne pod adresem ludzi, którzy pokierują naszym państwem. W odpowiedzi premier Tusk znów zaserwował swoje główne i właściwie jedyne danie. Znów zadął w wojenny róg, znów zapowiedział dalsze represje, zemstę i pielęgnowanie podziałów. Widzi swoją jedyną szansę w wojnie polsko-polskiej. Wciąż liczy, że złe emocje i wzajemna nienawiść dadzą mu kolejne lata u władzy. Tak jakby nie rozumiał, że to już za nami, że to już nie zadziała. Bo Rafał Trzaskowski przegrał nie dlatego, że było za mało „rozliczeń”, ale z tego powodu, że miały być one zamiast dobrego rządzenia, a nie obok.
