Cud w Poczdamie. Nie wstydzić się przemówienia
Cud w Poczdamie. "Ktoś mógłby mi podać nareszcie jakieś przemówienie, którego nie będę musiał się wstydzić?!"

Czemu oni mi podsuwają jakieś starocie, w dodatku nie wiadomo nawet, czyjego autorstwa? Mojego na pewno nie, bobym kojarzył.
Majne damen und majne heren, będę mówił po polsku, ponieważ myślę po prostu, że tak jest lepiej. Zwłaszcza iż – jak wiecie – kieruję swe słowa głównie do mieszkańców waszego wschodniego sąsiada, gdzie ludzie jeszcze ciągle, jak za czasów Marii Konopnickiej (możecie nie znać), wolą polski od niemieckiego.
To ta nasza, a może bardziej ich, ich liebe dich, odwieczna nadwiślańska zawiść, że Niemcom tak się udało. Sam niejednokrotnie byłem celem niewybrednych ataków, a nawet pytań o rodzinne korzenie. Ale dziś muszę – dosłownie muszę, bo wolałbym się nie urodzić, niż mówić takie słowa ludziom, którzy wynieśli mnie na stanowiska w Unii Europejskiej – zwrócić wam krytyczną uwagę, a nawet, nie bójmy się tych słów, pogrozić paluszkiem. Czynię to jednak wyłącznie wskutek refleksji nad sondażami wskazującymi, iż zdecydowana większość moich otumanionych rodaków popiera PiS w walce o reparacje wojenne. Mówię „otumanionych”, bo jak nazwać ludzi, którzy na proste pytanie: czy tęsknisz za rządami PO-PSL, nie tylko nie potrafią zakrzyknąć zgodnie z życzeniem Komisji Europejskiej, ale na dodatek tęsknią w liczbie niecałych trzech na dziesięciu, a sześciu wręcz przeciwnie?
