Cicha burza nad Dunajem. "Obóz Orbána walczy o życie"
Cicha burza nad Dunajem. "Prezydent Nawrocki odwołuje spotkanie z Orbánem". Nie ma łatwych wyborów, za to łatwo o błąd

Obóz premiera Orbána walczy o życie, w kwietniu odbędą się wybory. Pamiętajmy: gdy ktoś walczy o życie, odbiera różne sygnały podwójnie mocno.
Prezydent Karol Nawrocki słusznie odwołał lub przełożył (ta kwestia nie jest jasna) spotkanie z Viktorem Orbánem w Budapeszcie i ograniczył się do spotkania w formacie prezydenckim Grupy Wyszehradzkiej w Ostrzyhomiu. Nie było innego wyjścia po tym, gdy kilka dni wcześniej premier Węgier odwiedził Moskwę i spotkał się z Władimirem Putinem, odpowiedzialnym za napaść na Ukrainę, liczne inne zbrodnie i prawdopodobnie również akty dywersji wymierzone w Polskę. Gdyby głowa polskiego państwa podjęła decyzję o realizacji przyjętego wcześniej kalendarza, oznaczałoby to udział w grze, pod którą Polska się nie podpisuje. Oznaczałoby to także ogromne koszty polityczne zarówno dla samego prezydenta, jak i dla całego obozu polskiej prawicy niepodległościowej. Maszyna propagandowa obozu władzy wykorzystałaby koincydencję czasową i wypichciła taką zbitkę, którą eksploatowano by przez długie miesiące, a może i lata.
Inna decyzja nie mogła zapaść, ale w konsekwencji relacje polsko-węgierskie znalazły się w bardzo trudnym momencie. Obóz premiera Orbána walczy o życie, w kwietniu odbędą się wybory, w sondażach prowadzi – co prawda z coraz mniejszą przewagą – opozycyjna partia TISZA. Decyzja prezydenta Polski została odebrana nad Dunajem jako działanie przesadne, zbędne i mocno uderzające w polityczne szanse rządzącego Fideszu. Węgierska prawica, która tradycyjnie nie docenia siły antyrosyjskich postaw i emocji w Polsce, uważa, że jeśli relacje między obozami politycznymi mają specjalny charakter, to ten, który znajduje się w krytycznym momencie, który prowadzi kampanię, powinien móc liczyć na wsparcie drugiej strony. Przywołuje także fakt przyjęcia politycznych uchodźców znad Wisły, co jednak nie może być dla prezydenta RP rozstrzygającym argumentem. Oznaczałoby to podporządkowanie polityki sprawie ważnej, symbolicznej, ale jednak nie zasadniczej. Wreszcie – zdaniem Węgrów – można zasugerować Budapesztowi przełożenie wizyty na własną prośbę, nie rezygnować ze spotkania prezydentów w węgierskiej stolicy, a także lepiej dobrać słownictwo komunikatów.
