Byłem multikulti. "Pilni, pracowici, zdolni i rozrywkowi"
Byłem multikulti. 30 Wietnamczyków, 15 Kubańczyków, 3 Algierczyków, student z Konga i Cejlonu na jednej uczelni

W Instytucie Okrętowym Politechniki Gdańskiej korzystaliśmy z podanej nam na tacy możliwości zgłębiania odległych kultur.
Moje studia przypadły na lata 70. ub.w. Instytut Okrętowy Politechniki Gdańskiej przeżywał wtedy nadzwyczajny rozkwit. A że ludowa władza wspierała komunistyczne reżimy na całym świecie, znajdowało to odbicie w stanie osobowym wydziału. Na moim roku studiowało ok. 30 Wietnamczyków, 15 Kubańczyków, 3 Algierczyków, student z Konga, Cejlonu (obecnie Sri Lanka), że nie wspomnę o krajach tzw. demoludów. Ponieważ w tamtych czasach możliwości wyjazdów zagranicznych ograniczały się do „pociągów przyjaźni” (ZSRR), zakupowych wypadów (Czechosłowacja, NRD) i wczasów w Złotych Piaskach (Bułgaria) czy rumuńskich Karpatach, skwapliwie korzystaliśmy z podanej nam na tacy możliwości zgłębiania odległych kultur.
Studentów przybyłych wprost z Wietkongu (komunistyczna partyzantka) zapamiętałem jako wyjątkowo pilnych i pracowitych. Większość z nich ukończyła studia i wróciła do kraju. Najzdolniejszy z nich, z żyłką do biznesu, zarobił na maszynę do szycia i taśmowo produkował w akademiku modne wtedy dzwony i szwedy. Drugi zaszczepił mi zamiłowanie do wschodnich sztuk walki. Pod koniec studiów obaj prysnęli na Zachód. Kubańczycy (biali, śniadzi, czarni) byli niezwykle rozrywkowi. Wystarczyła gitara oraz łyżki (wykorzystywane jako instrumenty perkusyjne) i balanga trwała do rana. To od nich nauczyłem się śpiewać „Guantanamerę” w oryginale. Gorzej było z nauką, w połowie drugiego roku odesłano wszystkich na Kubę. Z Algierczykami (pochodzącymi z zamożnych rodzin) graliśmy w studenckich klubach rock’n’rolla i zgłębialiśmy tajemnice masażu arabskiego. Itp., itd.
