Bolesna absencja premiera. Niechby Putin zobaczył go na tej paradzieBolesna absencja premiera. "Już niebawem Polacy będą świętować rocznicę zwycięstwa nad bolszewicką Rosją. Jak się zachowa nasz premier?"

Malkontenci wydziwiali na różnych kanałach, że podczas rocznicy powstania warszawskiego nie zauważyli premiera wśród ludzi w Warszawie. Dajcie spokój temu człowiekowi. Po prostu jest taktowny i delikatny. To nie jego rocznica, nie jego nostalgia i wspomnienia. Po co ma się tłoczyć w zbiegowisku, które go jedynie drażni, jak hałaśliwy Sejm z posłami Czarnkiem, Kowalskim, Jakubiakiem i innymi?
Warszawski zryw przeciwko niemieckiej władzy – tak jak my ją rozumiemy i pamiętamy – nie mieści się w głowie polskiego premiera. Takiego sobie wybraliście, a teraz się dziwicie po raz enty, co też on wyprawia!? Robi to, co musi, aby być wiernym swojej misji.
Sierpień to dla niego trudny, bolesny miesiąc. .Bukmacherzy obstawiają zakłady. Hazardziści mogą przytulić niezłą kasę, jeśli zgadną, na ile dni zniknie z telewizorów. Niechby Putin zobaczył go na tej paradzie, serdeczna nić przyjaźni przybitej „żółwikami” mogła by zostać zerwana.
Koniec sierpnia, rocznica wiekopomnego strajku Solidarności, też może skutkować ucieczką z kraju, byle dalej od polskiej pamięci, emocji i hymnu wczesnej „S” „Żeby Polska była Polską”. Pan T. niby był z Solidarnością, ale jakoś niewyraźnie, bezobjawowo. A poza tym już jako premier z panną „S” miewał relacje oziębłe, niekiedy wymuszane pałowaniem i gazami. Jedynie na Bolka może liczyć zawsze ze względu na podobieństwo skomplikowanych życiorysów.
