Blamaż, czyli raport gen. Stróżyka. Kompromitacja rządu!
Blamaż, czyli raport gen. Stróżyka. Kompromitacja rządu! Dzieło "komisji" słabe. Celem PiS, nie wykrycie działań Kremla

Podsumowanie: Kto śledzi „prace” komisji Stróżyka, ten się w cyrku nie śmieje. „Dzieło” komisji słabe merytorycznie. Z wielkiej chmury spadł jedynie nędzny deszczyk. Kompromitacja, groteska i "czuć Piątkiem na kilometr". Celem był PiS a nie wykrycie działań Kremla w Polsce
Raport rządowej komisji ds. wpływów rosyjskich miał wstrząsnąć opinią publiczną. Spodziewano się też, że będzie batem na prawicową opozycję. Może nawet pretekstem do ostrych działań pod płaszczykiem walki z agentami Kremla. Tymczasem nastąpił inny wstrząs – szok, że organ rządowy może działać tak idiotycznie i żenująco.
Polityczny thriller przygotowywany przez gen. Jarosława Stróżyka, zaufanego współpracownika premiera Donalda Tuska, miał wstęp, którego celem było rozbudzenie ciekawości oraz emocji opinii publicznej. Był nim – w zamierzeniu hitchcockowskim trzęsieniem ziemi – komunikat o wszczęciu śledztwa z zawiadomienia komisji przeciwko Antoniemu Macierewiczowi. Przedmiotem śledztwa jest decyzja Macierewicza jako szefa MON o rezygnacji z udziału w programie budowy tankowców powietrznych. Wprawdzie jego postanowienie, różnie oceniane pod względem zasadności, nie wykazuje żadnych związków z działaniami Rosji, ale komisja uznała, że nazwisko Macierewicza przyciągnie masowe zainteresowanie.
