Baron de Dupiasch. "Gonienie króliczka"
Baron de Dupiasch. "Nawet mi się podobało to gonienie króliczka. Bo przecież, ostatecznie, nie o to chodzi, żeby coś złapać"

Ech, niech już skończy się ta legenda o wielkomiejskim podrywaczu, co to kobietom się nie kłaniał, tylko brał, jak leci.
Niech to będzie coś na kształt coming outu młodego, świetnie zapowiadającego się 50-latka.
Jestem dupiarzem. To znaczy byłem. I co? I wyrosłem na kulturalnego, skromnego, wybitnego człowieka. Bo dorosłem. Do roli, którą nowoczesna i walcząca o godność kobiet Europa ma przygotowaną dla kogoś, kto, owszem, może i był dupiarzem, ale dziś wcale się tego nie wstydzi. Ba, chwali się tym nawet, żeby już nikt co do jego wstydu nie miał wątpliwości. Czasy mamy takie, że ludzie przyznają się publicznie do różnych zainteresowań. Wiem jednak, że moje „wyjście z szafy” może być szokiem dla wielu z was, zwłaszcza tych, którzy opacznie rozumieli moje marzenie, by udzielić ślubu gejom, a potem przekazać im klucze do nowiutkiego tęczowego hostelu. Teraz już wiecie – to tylko polityka. Może więc i lepiej, że maski opadły. Chociaż szkoda, że na nich się nie skończyło.
