Barca i minister z innej planety. "Kopać polskich kibiców?"Barca i minister z innej planety. "Polskich kibiców wspólnie z obcymi mediami można publicznie kopać?"

Zawsze jestem za klubami, w których grają Polacy. A teraz rzut „moherowym beretem” na krajowe podwórko piłkarskie i nie tylko
Gdybanie to nieodłączna część kibicowskiego życia. Możemy więc gdybać, że gdyby FC Barcelona, skoro grała we Włoszech, to na włoski sposób murowała bramkę, a nie prowadząc 3:2, dalej atakowała, to dziś byłaby w finale Ligi Mistrzów pierwszy raz od 10 lat. Gdyby Robert Lewandowski wykorzystał swoją jedyną okazję przed końcem dogrywki, to byłyby rzuty karne, a wtedy nasz Wojciech Szczęsny wiedziałby, co robić i Inter Mediolan nie zagrałby znów po dwóch latach w finale LM. Ale liczy się realny wynik na boisku i dlatego cieszy się połowa Mediolanu (kibice AC Milan wolą nie oglądać zwycięskiego Interu), a nie Katalonia.
Zawsze jestem za klubami, w których grają Polacy. W Hiszpanii przez lata dopingowałem Los Colchoneros, czyli Atletico Madryt (przydomek „materacowcy” od barw ich koszulek sprzed ponad 100 lat, identycznych jak kolory ówczesnych materaców), ale skoro Polacy grają w FC Barcelonie, jestem za Dumą Katalonii. Jednak podczas tego meczu nie musiałem się denerwować, bo przecież we włoskim klubie gra nasz najlepszy pomocnik Piotr Zieliński, a na zmiany wchodzi reprezentacyjny skrzydłowy Nicola Zalewski. W finale na pewno zagrają Polacy.
