Awarie coraz bardziej niebezpieczne. "Mamy kolejną awarię"
Awarie coraz bardziej niebezpieczne. "Mamy kolejną awarię – tym razem na rynku pracy"

Słowo „awaria” pasuje dziś do coraz większej liczby obszarów państwa – od rynku pracy przez kolej po wojsko i służby ochrony.
Bardzo trafne jest określenie, którym ostatnio często posługuje się Mateusz Morawiecki, mówiąc o ekipie rządzącej Donalda Tuska per „koalicja awarii”. Brzmi trochę zabawnie (wystarczy przypomnieć sklejanie taśmą drzwi przez Rafała Trzaskowskiego), ale gdy zobaczymy, ile awarii faktycznie dotyka sfery bezpieczeństwa, nie jest już tak zabawnie. Niewykorzystane środki na obronność, oddanie zakupów politykom w Brukseli (SAFE), antyamerykańska krucjata, podejrzane kontakty Włodzimierza Czarzastego, fala dronów z Białorusi, wykolejone pociągi, wrogi dron w jednostce wojskowej, agentura w MON czy rozwalanie SOP to tylko ostatnie „awarie”, a rząd nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
„Koalicja awarii” to określenie celne nie dlatego, że zgrabne retorycznie, ale z tego powodu, że opisuje nową normalność. Państwo, które permanentnie ma powody do tłumaczenia się ze swojej indolencji czy złej woli. Członkowie rządu, który uśmiechają się do kamer, podczas gdy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne działają w trybie gaszenia pożarów: proceduralnych, kadrowych i decyzyjnych.
